top of page

Po co mi Wyznanie wiary?

Zdjęcie autora: Iwo Gontarz
Iwo Gontarz
1 dzień temu
5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 7 godzin temu

W polskim protestantyzmie bardzo często na termin „wyznanie wiary” reagujemy z delikatnym grymasem. W pierwszej chwili pojawia się odruch obronny: „Przecież mamy Biblię! Po co nam jakieś zakurzone, XVI- czy XVII-wieczne wyznania wiary?”. Często również próbuje skontrastować się sztywną, „akademicką”, na wskroś „logiczną” teologię z żywym, „biblijnym” chrześcijaństwem, pełnym żarliwej modlitwy, osobistego doświadczenia i prostej lektury Pisma. Gdy jednak bliżej przyjrzymy się temu, jak funkcjonujemy duchowo, odkryjemy fascynujący paradoks: każdy z nas ma swoje wyznanie wiary, niezależnie czy jest ono uświadomione, czy nie…

 

  1. Pudełko puzzli i „biblijne” chrześcijaństwo


Wyobraźmy sobie, że dostaliśmy gigantyczne pudełko puzzli. Powiedzmy, że składa się ono z pięciu tysięcy elementów. Problem tkwi w tym, że na wieku pudełka brak obrazka lub instrukcji, w jaki wzór układają się te puzzle. Otwieramy pudełko i… naszym oczom ukazuje się masa małych, różnokolorowych kawałków. Ciężko by było je ułożyć, prawda?


Obraz ten można przenieść na spór o wyznania wiary. Wspomnianym układaniem puzzli byłaby próba lektury Biblii w całkowitej próżni historycznej i wyznaniowej. Pismo Święte jest cudowną skarbnicą, lecz bez uchwycenia charakterystycznych perspektyw – takich jak chociażby nauka o Trójcy Świętej, relacja łaski i uczynków czy nauka o usprawiedliwieniu – pojedyncze wersety stają się łatwym łupem dla wszelkiej maści wykrzywień. Czasem mówi się, że Pismo jest wtedy nie tekstem, lecz pretekstem. Możliwe, że nie raz byliśmy właśnie świadkami swoistej „licytacji” pojedynczymi, wyjętymi z kontekstu, wersetami.


Historyczne wyznania wiary nie są wcale dodatkowym jarzmem nakładanym na Pismo. Raczej są one obrazkiem z opakowania pudełka z puzzlami, który pomaga nam złożyć całość. Nie zastępują Biblii, a zachęcają, by właśnie ku niej kierować się po mądrość i przewodnictwo.


Teolodzy wypracowali nawet terminologię, która stara się jakoś to określić. Mówi się więc o normie normującej (norma normans) i normie unormowanej (norma normata). I choć na pierwszy rzut oka może być to skomplikowana terminologia, to po chwili przemyśleń okazuje się, że stoi za nimi dość prosta idea. Podział ten wskazuje po prostu na to, że Pismo Święte jest źródłem wszelkiej nauki i praktyki (jest więc normą, której podporządkowane są wszystkie inne normy – stąd norma normująca), a wyznania wiary są próbą uchwycenia przekazu Pisma Świętego, dlatego są mu całkowicie podporządkowane (są unormowane przez Pismo Święte).


Jako przykład może nam posłużyć Westminsterskie wyznanie wiary, które w tym roku ma już 380 lat. Zgromadzenie westminsterskie, czyli komitet doradczy, który miał za zadanie sformułować to wyznanie, i który składał się z wielu teologów (dokładnie 119), w swojej pracy przyjął prostą zasadę – każde twierdzenie Wyznania miało być obwarowane tekstem Pisma Świętego. Konstrukcja wyznania więc jest szerszym projektem zrozumienia tekstu biblijnego i artykułów wiary, które z niego wynikają.


Konfesje więc nie istnieją w próżni, ani nie są celem samym w sobie. Co więcej, nie mają one sensu, jeśli nie przyjmuje się nadrzędnego autorytetu Biblii! Mają wyznania wiary na sercu to, by ich przekaz był „biblijny”, równocześnie przyznając się do tego, iż wypływają z konkretnych przekonań (tj. tradycji wyznaniowej).


W naszym kontekście bardzo często mowa o „biblijnym” chrześcijaństwie pełni funkcję odwrotną – stara się przykryć to co było, własne dziedzictwo teologiczne, argumentując, iż przekonania danego zboru czy wspólnoty wypływają wyłącznie z Biblii. Jest to jednak niemożliwe. Każda wspólnota i osoba wpisują się w szersze imaginarium, czyli strukturę myśli bądź przekonań, za pomocą których ludzie starają się zrozumieć i interpretować świat (i w tym przypadku Pismo). Wyznania wiary stanowią uczciwe postawienie sprawy, że dana wspólnota przyjmując nadrzędną funkcję Biblii zdaje sobie też sprawę ze swojej historii i perspektyw, których ona dostarcza przy lekturze Pisma.

 

  1. Strażnik przed dyktaturą własnego „ja”


Żyjemy w epoce, która stara się podkreślać prymat wewnętrznych odczuć, autentyczność i indywidualizm. Całkiem trafnie problematykę tę omawia Carl Trueman w swojej książce Dziwny, wspaniały świat. Przydając do wcześniejszych problematykę współczesnego imaginarium społecznego i wyzwań stojących przed Kościołem, wskazuje, że Kościół mimo „chaotycznej natury naszych czasów” powinien skupić się na „nauczaniu ludzi całej prawdy Bożej”[1].


Pytanie jednak, co to właściwie oznacza? Ponownie można przywołać opinię Truemana:


[…] pomocnym punktem wyjścia w takich przypadkach jest dobra historyczna konfesja lub katechizm. Czas obnaża to, co nieistotne. Jeśli jakieś wyznanie wiary, credo lub katechizm przetrwał stulecia, okazując się użyteczne, to można rozsądnie przyjąć, że nie zawierają one wielu rzeczy mało istotnych i marginalnych, składających się na bezwartościową gadaninę, lecz raczej to, co ma dla chrześcijan wiekuiste, niezmienne znaczenie[2].


I oczywiście – na co też autor wskazuje później – wyznania wiary były poprawiane na przestrzeni wieków. To pokazuje, że Pismo Święte, a nie konfesja, rzeczywiście pozostaje najważniejsze. Fakt ten jednak nie przeczy temu, iż wyznania wiary są pożyteczne (a nawet konieczne), by móc rozumieć własną wspólnotę i by inni mogli zrozumieć nas, a także po to, by uchronić nas przed różnorakimi tendencjami i „modami” czasów, w których żyjemy.


Nauka [wyznań wiary] dostarcza solidnych podstaw pojęciowych, pozwalających Kościołowi zmierzyć się ze współczesnymi wyzwaniami, umieszczając zarazem dzisiejsze problemy w szerszym kontekście odwiecznej prawdy chrześcijańskiej[3].

 

  1. Gdy teologia rozgrzewa serce


I wracając do początku naszych przemyśleń. Możemy się obawiać, że systematyczna doktryna, logiczny zbiór nauk, zabije spontaniczność modlitwy. Tymczasem klasyczne wyznania wiary wcale nie rodziły się w sterylnych gabinetach oderwanych od życia profesorów. Konfesje w czasach Reformacji (i nie tylko) pisali przede wszystkim duszpasterze.

Marcin Luter swoje katechizmy napisał w odpowiedzi na kryzys, który dostrzegł podczas wizytacji kościelnych. Druga konfesja helwecka zrodziła się z doświadczenia i perspektywy pastora z Zurychu, Heinricha Bullingera. Delegatami na Zgromadzenie westminsterskie byli przede wszystkim pastorzy. Współcześnie Barmeńska deklaracja teologiczna (1934) była odważnym sprzeciwem również pastorów Kościoła wyznającego wobec reżimowi III Rzeszy.


Lektura dokumentów konfesyjnych wskazuje, że odwołują się one bardzo często do życia człowieka. Doktryna w ujęciu konfesyjnym nie chce znieczulić człowieka, skierować go jedynie w stronię intelektualnego namysłu teologicznego, lecz nade wszystko dąży do rozpalenia serca w zachwycie nad Bogiem. Dostrzec to można w pierwszym pytaniu Małego katechizmu westminsterskiego, które na pytanie „Co jest najważniejszym celem człowieka”, odpowiada „Najważniejszym celem człowieka jest uwielbianie Boga i radowanie się nim na wieki”[4]. Zero czczej gadaniny, a raczej odniesienie do życia człowieka.

 

  1. Podsumowanie


I tak Westminsterskie wyznanie wiary i inne konfesje to nie próba zamknięcia Kościoła w sztywnym, historycznym gorsecie. To zaproszenie do dojrzałego namysłu nad własną wiarą. Do tego, by nie stygmatyzować przeszłości chrześcijaństwa, a docenić jego dziedzictwo. To zaproszenie, by odważyć się nazwać po imieniu to, w co wierzymy, z jakiej perspektywy czytamy Biblię i odkryć, że mądrość pokoleń może być fantastycznym kompasem w naszych dzisiejszych zmaganiach.


Bo w gruncie rzeczy zdrowe wyznanie wiary nosi się nie jak ciężką zbroję, lecz jak ciepły płaszcz w chłodny dzień – daje ono oparcie, chroni przed wiatrem i pozwala z odwagą i pewnością patrzeć w przyszłość. Dlatego jest tak cenne. Odpowiednio rozumiane pozwala jeszcze bardziej docenić Biblię, broń Boże jej nie zastępując.


Tekst powstał w ramach „Miesiąca Reformacji 2026”, akcji promocyjnej Wydawnictwa MW, która ma na celu popularyzację reformacyjnej teologii i duchowości.


O autorze


Iwo Gontarz - członek parafii Ewangelicko-Prezbiteriańskiej Odkupiciela w Warszawie, student Teologii ewangelickiej na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Pasjonuje się krytyką tekstu Nowego Testamentu, teologią historyczną, bieganiem i wszystkim, co niszowe a akurat wpadnie w oko. Chociaż sam często tego nie robi (lecz pragnie to zmienić), to uwielbia, gdy wyraża się rzeczy proste, jak i trudne, w sposób praktyczny.

 

Przypisy

[1] C.R. Trueman, Dziwny wspaniały świat. Jak myśliciele i aktywiści zredefiniowali tożsamość i wywołali rewolucję seksualną, tłum. P. Kalita, Kraków 2024, s. 221.

[2] Tamże.

[3] Tamże, s. 222.

[4] Mały katechizm westminsterski, tłum. F. Sylwestrowicz, w: Westminsterskie wyznanie wiary oraz Mały i Duży katechizm, Kraków 2023, s. 133.

bottom of page